Valdinox logo

O podróży włoskimi ścieżkami do stolicy Wielkopolski - wywiad z ambasadorką marki Valdinox Margheritą Kardaś.

Margherita Kardaś kulinarna impresario Italii w samym sercu Wielkopolski, właścicielka Pinco Pallino i prawdziwa Maestra, która z włoskiej restauracji uczyniła prawdziwy dom, goszczący wszystkich spragnionych włoskiego słońca, śpiewu i pysznego, aromatycznego jedzenia - dołączyła właśnie do grona ambasadorów marki Valdinox.

Naszą rozmowę o tym, czym jest dla niej esencja uczty włoskiej oraz jak wyglądała jej podróż z ziemi włoskiej do Polski, rozpoczynamy, a jakże od przystawki! Carpaccio z polędwicy wołowej, podane z rukolą, cebulkami balsamicznymi, aromatycznymi kaparami i posypane płatkami parmezanu… zauroczyło nas od pierwszego spojrzenia. Zanim jednak na dobre rozpłyniemy się w zaserwowanych nam właśnie wysublimowanych wrażeniach smakowych, zacznijmy od sedna sprawy

Margherita-Kardaś-Pinco-Pallino

                                                           Margherita Kardaś, właścicielka restauracji Pinco Pallino

- Co oznacza nazwa Pinco Pallino?

Margherita Kardaś (MK) - Tak naprawdę w polskim języku nie oznacza nic (śmiech). Kiedy myślałam o mojej restauracji, wiedziałam jedno, że chcę stworzyć miejsce na poziomie, z pyszną kuchnią, pełną aromatycznych składników i dobrych jakościowo produktów. Miejsce, które przyciągnie ludzi pełnych dobrej energii i pasji.  W którym będzie rozbrzmiewała muzyka na żywo i w którym każdy będzie mógł poczuć się jak w rodzinnym domu.

Pomyślałam więc o lekko i miękko brzmiącej nazwie. Pinco Pallino, które w wolnym tłumaczeniu oznacza - gdzieś, ktoś, jakieś miejsce, to gdzie idziemy….. idziemy gdzieś - sam zlepek tych słów nie ma absolutnie nic wspólnego z restauracją. Pomyślałam, że dla Polaków Pinco Pallino będzie brzmiało bardzo melodyjnie, a Włosi – cóż, Włosi się przy tym po prostu uśmiechną (śmiech). I tak już zostało.

- My też uśmiechamy się wymawiając nazwę Pinco Pallino więc coś w tym musi być (śmiech), ale ciekawi nas jak powstało to miejsce i kim jest Maestra, która stworzyła Pinco?

MK - Maestro po włosku znaczy nauczyciel. To prawda jestem szefem kuchni, ale takim z przypadku (śmiech). Z perspektywy czasu stwierdzam, że życie tak nas czasami prowadzi, że trafiamy w jakąś dziedzinę lub branżę zupełnie nie zakładając, że tak będzie. I tak też było w moim przypadku. Miała to być restauracja, której będę tylko doglądać. Zatrudnię kucharzy, kelnerów i managera, który będzie zarządzał tym biznesem, a ja spokojnie wrócę do Włoch. Byłam na takim etapie mojego życia, w którym potrzebowałam nowych wyzwań i jakiejś zmiany.

Moje dzieci wyjechały na studia i zaczęły pracować, a ja czułam się wciąż młodą, wolną osobą, w dodatku pełną energii, którą chciałam dobrze spożytkować. Patrzyłam na moje dzieci, jak każdego dnia stają się coraz bardziej samodzielne, cieszyłam się z ich sukcesów i pomyślałam,  że może to jest ten moment, w którym po tych wszystkich latach mogę zrobić coś tylko dla siebie. Tylko dla Margherity! Nie dla dzieci, nie dla partnera, nie dla szefa, tylko po prostu dla siebie samej. Stąd też po przeszło 20 latach we Włoszech, zdecydowałam się wrócić do Polski. Mój powrót do Polski i otwarcie restauracji, miały być poszerzeniem horyzontów oraz  sprawdzianem, że mogę i potrafię to zrobić. Rzeczywistość  jednak dość szybko zweryfikowała moje poglądy na ten temat. Nie można otwierać restauracji i myśleć sobie, że będzie prowadziło się ten biznes na dystans, z drugiego kraju.

Pierwsza bariera z jaką się spotkałam to fakt, że w Polsce nie było wówczas włoskich kucharzy, którzy mogliby podjąć pracę w Pinco, praktycznie z dnia na dzień. Zbliżał się czas otwarcia restauracji, a ja znalazłam tylko jednego kucharza, który zgodził się popracować u nas tylko przez jakiś czas. Pomyślałam więc OK, to w takim razie ktoś jeszcze musi wejść do kuchni i padło na mnie (śmiech). Przy czym zaznaczam, że ja w ogóle nie czułam się kucharzem. Nigdy w życiu nie przeszło mi nawet przez myśl, że mogę stanąć wśród patelni i garnków w restauracyjnej kuchni.

Margherita-Kardaś-w-restauracji-Pinco-Pallino

                                                      Margherita Kardaś w ogrodzie zimowym restauracji Pinco Pallino

Owszem mój dom we Włoszech był taki trochę casa del vento (tł. dom wiatru), gdzie wszyscy wchodzili i wychodzili. Dom pełen dzieci, przyjaciół moich dzieci, również moich przyjaciół - jestem osoba niezwykle otwartą na ludzi i świat. Więc ten mój dom był miejscem naprawdę ciepłym i pełnym różnych historii. I dla nich oczywiście gotowałam, co samo w sobie było niesamowicie przyjemnym doznaniem. Kiedy gotujesz dla kogoś, masz poczucie ogromnej satysfakcji. Chcesz go ugościć najlepiej jak tylko potrafisz. Bo gotowanie to forma miłości. I ja to kochałam, ale nigdy nie marzyłam o własnej restauracji, a już na pewno nie o tym że zostanę szefem kuchni! Więc w Pinco zaczęło się od małych kroków.

Zrobiłam jedno danie, uff.. spodobało się (śmiech). Pomyślałam OK, to robię następne i następne itd. Za każdym razem jak wydawałam dania na salę i na kuchnię wracały puste talerze, to myślałam - kurczę zrobiłam coś, co jednak ludziom smakuje. I tak każdego dnia nabierałam więcej swobody i pewności siebie. Stare Pinco (początkowo restauracja Pinco Pallino funkcjonowała przy ul. Grabary w Poznaniu) zaczęło coraz lepiej funkcjonować. Czasami przychodziło do nas na raz 50 osób, a mieliśmy tylko 30 miejsc siedzących! (śmiech). Restauracja, to nie tylko dobra kuchnia, ale też dobra atmosfera! Więc my nie podejmujemy gości - my ich od samego początku gościliśmy, tak jak gości się rodzinę i przyjaciół we własnym domu.

I jak to w życiu bywa, jak jest progres to przychodzi też czas, kiedy trzeba zmierzyć się z sytuacjami kryzysowymi. Moja droga ze wspólniczką, z która założyłam Pinco zakończyła się i stanęłam przed wyborem co mam robić dalej? Zostawiać to wszystko i wracać do dzieci do domu, które tęskniły i ja zresztą za nimi również. Czy nagle zawalczyć o siebie, oto co tutaj osiągnęłam i pociągnąć to dalej? I tak po wielu nieprzespanych nocach, postanowiłam że zostaję i po raz kolejny zaczynam wszystko od nowa. Zaczęłam planować, jak ma wyglądać nowe Pinco, co chcę podawać ludziom do jedzenia, jaki zespół ludzi ma ze mną pracować. Kogo chcę przyciągnąć swoją energią do tego miejsca. I nagle wszystko zaczęło się układać!

W starym Pinco kuchnia była typowo domowa, bo umówmy się… na początku nie czułam się szefem kuchni. A tutaj nabrałam pewności siebie i pomyślałam sobie… jestem szefem kuchni więc powinnam mieć poważną kuchnię. A potem przechodząc koło Starego Rynku, tutaj przy ulicy Wronieckiej, spojrzałam w bramę i najpierw zobaczyłam ogród. Pomyślałam, ale piękny ten ogród. W starym Pinco nie mieliśmy miejsca na ogród. Więc oczami swojej wyobraźni zobaczyłam tu świeczka, tu oliwki….I pomyślałam - to będzie to miejsce i mój ostatni wysiłek zanim wrócę do domu. Stworzyłam więc sobie „dom”, a potem rozpakowałam się i oto jestem w miejscu, w którym jestem (śmiech).

Margherita Kardaś

- Wiemy już ile Pinco Pallino znaczy dla Pani, a za co to miejsce pokochali stali bywalcy?

MK - Pinco to prawdziwe emocje i feria radości. Staram się być w Pinco każdego dnia, witam się z gośćmi i proszę ich oto, żeby czuli się u nas jak u siebie w domu. Dla mnie prośba o rozgoszczenie się, nie jest tylko banalną czynnością związaną z wyborem stolika. Zależy mi na tym, żeby każdy kto wchodzi do Pinco poczuł, że jest tutaj mile widziany, a co za tym idzie składamy mu obietnicę, że zajmiemy się nim, najlepiej jak tylko potrafimy. I ludzie faktycznie czują tę naszą gościnność.

Wiadomo że jedzenie też przyciąga, bo to jest drugie serce tej restauracji. Oferowana przez nas kuchnia jest smaczna i wpisuje się w gusta naszych klientów. Ale w większości przypadków mam wrażenie, że ludzie wracają tutaj po coś innego, po emocje i poczucie, że są członkami naszej rodziny. Mam to szczęście, że wokół mnie jest dużo miłych i życzliwych ludzi, którzy mówią mi potem, że dobrze się u nas czują, są nami absolutnie zauroczeni i z przyjemnością do nas wracają. I to jest chyba clue tego sukcesu. Pinco jest dla mnie sposobem na życie, a nie sposobem na pracę. Uczyniłam z tego swoją filozofię życiowa, z którą dobrze się czuję i jestem przekonana, że inni też to czują.

- Jesteśmy przekonani, że właśnie ta prawda i emocje sprawiły, że o Pinco nawet w czasie lockdownu, trudno było zapomnieć. A jak załoga Pinco Pallino przeżyła ten trudny czas?

MK - Sytuacja, w której się znaleźliśmy nie była łatwa, ale wyzwoliła w nas niesamowitą kreatywność. Moje lekcje włoskiego, których jeszcze wtedy udzielałam pozwoliły nam przetrwać 1 lockdown. Ludzie nie mogli przyjść do naszego lokalu, więc zamawiali kosze pełne prawdziwych, włoskich produktów, którymi obdarowywali później swoich najbliższych, znajomych czy pracowników. Przygotowywaliśmy również wigilie firmowe. Proszę sobie wyobrazić, że pracownicy firmy łączyli się ze sobą w określonym dniu i o danej godzinie np. 18:00 i każdy otwierał swój kosz, a w nim odnajdywali pyszne wino, nasze wędliny, makarony i ciasteczka własnej produkcji. Niesamowite i wyjątkowe uczucie!

Nagrywaliśmy również odcinki do naszej Akademii Kulinarnej, którą prowadziliśmy online. To były takie małe filary, które podtrzymywały pamięć o Pinco. Bo mieliśmy świadomość, że zamknięta przez 8 m-cy restauracja, może już nigdy się z tego nie podnieść. Klient jest tylko klientem i atakowany różnymi bodźcami i obrazami, może związać się z innym miejscem. A my tymi wszystkimi działaniami chcieliśmy zwrócić również uwagę na siebie i pokazać ludziom, że dalej działamy, nie podajemy się i że jak tylko wszystko wróci do normy, to nadal nas tutaj odnajdą.

Wszystkie te dodatkowe działania miały dla mnie ogromne znaczenie, ponieważ czułam się przede wszystkim odpowiedzialna za moich pracowników. Długo czekałam na ten zespół który mam. Długo wybierałam tych kucharzy i nareszcie znalazłam dokładnie te osoby, które współtworzą razem ze mną to miejsce. Dlatego musiałam zrobić wszystko, żeby nasza rodzina przetrwała. Pierwsza pandemia pozwoliła nam również rozbudować Pinco o nasz, wymarzony ogród zimowy, który zbudowaliśmy sami, tj.: moi kucharze, kelnerzy i mój tata. W czasie drugiej pandemii lekcje włoskiego i kosze prezentowe, dały nam zajęcie i pozwoliły podnieść morale w zespole. Jak sami widzicie - Pinco to dla nas szkoła życia na każdej płaszczyźnie (śmiech).

Szefowa-kuchni_pinco-pallino

                                                                        Szefowa kuchni w restauracji Pinco Pallino

- Z tego co widzimy, lubi Pani nowe wyzwania, dlaczego więc zdecydowała się Pani zostać ambasadorem marki Valdinox?

MK - Aktualnie jestem w takim miejscu mojego życia, że czuję w sobie siłę i apetyt na wiele więcej (śmiech). Lubię nowe wyzwania i doceniam polskie marki, które tak jak VALDINOX oferują wysokiej jakości produkty.

Proszę pamiętać, że kuchnia włoska to przede wszystkim kuchnia domowa, przygotowywana z miłością przez ukochane mamy i babcie. Restauracje włoskie, to w zdecydowanej większości firmy rodzinne, w których dania i przepisy na nie, przekazywane są z pokolenia na pokolenie. Charakterystyczną cechą tej kuchni są dania przygotowywane ze świeżych i dostępnych w danej okolicy i porze roku składników. Pod względem zasad kulinarnych, Włosi są bardzo przywiązani do swojej tradycji. W kuchni włoskiej nie ma miejsca na ustępstwa, wysoka jakość produktów, to elementarz, który każdy Włoch wynosi z domu.

I ja również w tej materii nigdy nie pozwalam sobie na ustępstwa. Jeśli planuję menu, to w trosce i z szacunku do moich gości, wybieram tylko te produkty, które spełniają moje wysokie oczekiwania. Dlatego też zdecydowałam się wprowadzić do moje kuchni naczynia, które są niezwykle wytrzymałe, a dzięki zastosowanym technologiom, gwarantują wysoką jakość ich użytkowania oraz głęboki smak i aromat każdej potrawy. Dodatkowo odwołując się do moich włoskich emocji - polubiłam kolekcję Aurum za jej wysublimowany design 😉.

- Kończymy już naszą rozmowę, uraczeni nie tylko boskim ravioli nadziewanym gęsiną, prażonymi orzechami laskowymi oraz czarnymi truflami, ale przede wszystkim wyjątkową osobowością właścicielki Pinco Pallino! Zatem na zakończenie Pani Margherito - jakie trzy złote rady udzieliłaby Pani osobom, które marzą o otwarciu własnej restauracji?

Przede wszystkim trzeba odnaleźć w sobie pasję. Jeśli tym co kochamy jest kuchnia, to jesteśmy już w połowie sukcesu. Każdy biznes jest wymagający, a gastronomiczny w szczególności!. Ale jeśli kochamy, to co robimy, to dodatkowo zyskujemy wytrwałość, która pcha nas do przodu. Jak widzę ludzi, którzy mówią: - chciałabym, ale się boję - to ja zawsze mówię skacz! I wytrwaj, aż będzie pięknie! Działaj, wytrzymaj i pręż się, aż przyjdzie moment, kiedy twoja pasja odwdzięczy się tym samym. Odwaga i skok to byłaby pierwsza rada. Przygotuj się na wytrwałe dążenie do celu - to druga. I trzecie - mieć do tego wszystkiego dystans. Pasja zawsze znajdzie swoją drogę, wyluzować i będzie dobrze!

Dziękujemy za fantastyczną ucztę kulinarną i sentymentalną podróż z ziemi włoskiej do Polski.

Hello world SEO HTML
Wyłączny przedstawiciel w Polsce:

Altom sp. z o.o. Sp.k.
Ul. Roosevelta 116a
62-200 Gniezno

Partnerzy
chevron-down